Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maliny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lutego 2017

Waniliowe tosty francuskie z mascarpone, nutellą i owocami leśnymi- przepis

Pyszna propozycja na śniadanie lub podwieczorek. Jak wiadomo tosty francuskie są najlepszym sposobem na wykorzystanie nie najświeższej chałki, ale dlaczego by nie puścić wodzów fantazji i zamiast zwykłych tostów z masłem i cynamonem dopieścić nasze podniebienia odrobiną słodyczy? 💖
Kilka kromek chałki
1 jajko
0,5 szklanki mleka
1 łyżka cukru trzcinowego
Ziarenka z 0,5 laski wanilii
Masło do smażenia
Serek mascarpone
Nutella (lub inny ulubiony krem do smarowania, polecam też Karmelove od Wedla)
Ulubione owoce, świeże lub rozmrożone

Jajko roztrzepujemy w misce z mlekiem, dodajemy wanilię oraz cukier i ponownie mieszamy. Na rozgrzanej patelni rozpuszczamy masło. Kromki chałki maczamy z obu stron w masie jajecznej (warto zanurzyć je na kilka sekund aby wsiąknęły jak najwięcej masy) i smażymy z obu stron na maśle na złoty kolor (na małym-średnim ogniu).
Gorące tosty smarujemy nutellą, dekorujemy serkiem mascarpone i dużą ilością owoców. Pozostaje nam już tylko delektować się.
Smacznego :)
 


wtorek, 17 stycznia 2017

FUDTEST #19: Donut z nadzieniem malinowo-porzeczkowym (Biedronka)- recenzja

 Tym razem wypiek upolowany w sieci Biedronka (razem z donutem orzechowym, który będzie oceniony w następnym Fudteście). Jest to pączuś z nadzieniem malinowo-porzeczkowym, jasną polewą i kolorową posypką. Mnie nie uraczyła jednak jego kolorowa otoczka (często te donuty z tęczową posypką okazują się mieć podłe wnętrze) ale smak nadzienia. Miejmy więc nadzieję że jego polewa nie zwiastuje rozczarowania.
W kwestii zapachowej nie różni się on niczym od większości. Jest to woń typowa dla donuta: słodka, lukrowa i oczywiście czuć też charakterystyczny zapach smażonego pączka. 
Wypiek jest dość lekki. Ciasto jest miękkie, nie zakalec, nie jest też za mocno przysmażony. Na górze znajduje się dość obfita ilość polewy i posypki. Wewnątrz znajdujemy różowe nadzienie w postaci gładkiego dżemu, a raczej typowego amerykańskiego "jelly". Ilość nadzienia nie powala ale może jest tak słodkie, że tyle wystarczy.
Posypka w smaku jest po prostu słodka (jak typowa posypka, ma wyglądać, nie zachwycać smakiem), lukier natomiast jest nie tylko słodki ale ma również lekko maślany posmak. Mimo dość grubej warstwy, nie zachowuje się jak twardy kamień i nie kruszy, tylko ładnie trzyma się pączka i delikatnie łamie przy gryzieniu- duży plus za polewę.
Ciasto tradycyjne donutowe, nie ma tu żadnych wariacji. Jest miękkie, nie za mocno zbite, przyjemne w smaku.
Przejdźmy do nadzienia. Szczerze mówiąc ciężko było mi określić w 100% kiedy próbowałam nadzienia malinowego a kiedy porzeczkowego 😖 (a może były połączone?). Tak czy inaczej, na pewno jest mocno owocowe i słodkie, ma gładką "sosikowatą" konsystencję typowego dżemu zza oceanu. To malinowe jest słodsze, porzeczkowe ma nieco bardziej kwaskowaty smak, jest mniej zapychające. Oba smaki są na plus, apetycznie komponują się z ciastem i maślanym lukrem.
Donut z nadzieniem o smaku malinowo-porzeczkowym okazał się trafnym zakupem. Jest miękki, słodki i sycący. Jedyne czego mogłabym się przyczepić to właśnie ta słodkość, dla niektórych może być jej za dużo. Ale jako człowiek zahartowany cukrem, oznajmiam, że to malinowo-porzeczkowe nadzienie zdobyło moje serce i jeszcze nie raz sięgnę po tego pączka. W końcu porzeczkowe dodatki nie są codziennością w sieciówkowych piekarniach.
9/10





poniedziałek, 16 stycznia 2017

FUDTEST #16: Kinder Pingui Malina- recenzja

Dzisiaj propozycja od Kinder z lodówki. Dobrze znany batonik Pingui w nowej, owocowej odsłonie.
"Biszkopt z mlecznym i malinowym nadzieniem, pokryty czekoladą mleczną"
Taki opis możemy znaleźć na odwrocie kolorowego opakowania, które zdecydowanie kusi pysznym czekoladowym batonikiem z puszystym kremem mlecznym i malinowym. Dobrze znając klasyczne wydanie batonika (cud miód!), musiałam koniecznie wypróbować ten wariant smakowy.
 Otwierając opakowanie, pierwsze skojarzenie związane z zapachem to mleczna czekolada z nadzieniem malinowym- wypisz wymaluj. Czyli sądząc po zapachu możemy się spodziewać i pysznej czekolady i słodkiego wsadu malinowego- i to bardzo słodkiego, skoro słodycz uderza nas już w nozdrza, bez wcześniejszego spróbowania. Ale my się słodkiego nie boimy i zaglądamy do środka:
 Mimo, że czekolada była popękana w wielu miejscach, nie rozpadała się na kawałeczki tylko ładnie trzymała batonika; nie była też twarda jak kamień, delikatnie ulegała naporowi i odsłaniała wnętrze. Dalej dobrze znany biszkopcik i puszysty, nie za bardzo zbity krem, a w samym środku różowa warstwa malinowa, którą teraz czuć jeszcze mocniej. Pomimo delikatności, batonik stanowi zwartą całość i nie rozpada się przy gryzieniu. 
Smaczna mleczna czekolada rozpływa się w ustach i dobrze komponuje z puszystym, lekkim kremem mlecznym (chociaż jeśli ktoś nie lubi posmaku mleka w proszku, może nieco narzekać). Przejdźmy do gwiazdy wieczoru, czyli nadzienia malinowego; jak przypuszczałam, jest bardzo słodziutkie i malinowe, przypomina Danonki malinowe ale jeszcze słodsze. Zjedzenie całego batonika na pewno zaspokoi większość cukrowych łasuchów i będzie nie lada gratką dla wielbicieli malinowych smaków.

Połączenie Pingui z maliną okazało się strzałem w dziesiątkę. No, może nie aż dziesiątkę- moim zdaniem malinowe nadzienie mogłoby mieć więcej kwaskowatości znanej z prawdziwych malin- sama mleczna polewa i mleczny krem są wystarczająco słodkie. Mimo wszystko, na pewno jeszcze sięgnę po tego batonika.
8,5/10

FUDTEST #14: Almighurt Fantasie Vanilla- Himbeere- recenzja


Tym razem drugi z jogurtów od Ehrmann. Jest taki sam, jak produkt z poprzedniego Fudtestu, z tą różnicą, że teraz proponują nam wsad malinowy. Na etykiecie możemy przeczytać, że jest to:
"Jogurt o smaku waniliowym z wsadem malinowym (17%)"
Czyli pewnie i tym razem mamy spodziewać się galaretkowatej słodkiej spirali na waniliowym jogurcie. Po spróbowaniu wariantu z truskawką myślałam, że ten z maliną będzie smakował mi mniej (jakoś miałam wątpliwości co do wyboru tego owocu), ale ciekawość była silniejsza. Jak więc wypadł?
Po odkręceniu wieczka (tak jak ostatnio, słoik otwiera się bardzo łatwo bez wysiłku) lekko się rozczarowałam; tym razem miałam pecha i spiralka troszkę nie "pykła". Ale zrekompensował to zapach: od razu można było poczuć przyjemny malinowy zapach, pyszności. Przypominał syrop lub Danonki malinowe, można sobie przypomnieć dziecięce czasy i kaszkę mannę z syropem z malin...😍 Ciekawe czy smakiem też przywoła miłe wspomnienia.
Konsystencja taka sama jak w przypadku jogurtu truskawkowego, tutaj bez zmian- i dobrze. Mam nadzieję, że i tym razem mniejsza ilość wsadu malinowego jest wystarczająca do takiej ilości jogurtu waniliowego.
 




















Bierzemy pierwszą łyżkę: galaretowaty wsad okazuje się słodziutki i mocno malinowy. Co więcej, smak jest mniej sztuczny niż ten truskawkowy. I rzeczywiście- smakuje nie tylko jak serki malinowe ale przypomina też ukochaną kaszkę z syropem malinowym (naprawdę polecam tym, którzy uwielbiają ten deser). Również tym razem ciężko wyczuć waniliowy smak jogurtu, który jest zdominowany przez słodki owocowy wsad. Ilość owocowego dodatku i tutaj jest odpowiednia: nie za dużo, nie za mało. Wszystko to składa się na pyszny kremowy deser, od którego trudno się oderwać.
Moim zdaniem Almighurt Fantasie waniliowo-malinowy przebił swojego truskawkowego brata i podniósł poprzeczkę dla innych ze słoikowej serii. Warto poświęcić te kilka złotych by cieszyć się 500g pysznego kremowego deseru; na pewno kupię go jeszcze nie raz.
9/10

poniedziałek, 9 stycznia 2017

FUDTEST #2: Milka Brownie & Berry- recenzja

Druga odsłona Fudtestu. Jakość zdjęć nie jest zadowalająca ale w najbliższym czasie mam zamiar to poprawić. Zachęcam do dzielenia się propozycjami zmian i ulepszeń, na czym mam się skupić w opisach, czy dodawać więcej zdjęć?
Dzisiaj pod ostrzałem lody. I co z tego, że mamy zimę? Lody są idealne o każdej porze, poza tym zajadanie się nimi w domowym ciepełku jest równie przyjemne co na zewnątrz latem. A że natrafiła się okazja na spróbowanie lodów milki (która jeszcze nigdy mnie nie zawiodła i zawsze podbijała moje kubki smakowe), należy się podzielić tym cudownym doświadczeniem.
 Na opakowaniu czytamy, że mamy do czynienia z lodami waniliowo-czekoladowymi z kawałkami malin i czekolady Milka oraz kawałeczkami brownie (!). Już od samego czytania ślinka cieknie; czy coś może pójść nie tak? Jedyne o co się mogłam obawiać to przedawkowanie słodkość, bowiem jest to naprawdę spore opakowanie lodów.
Po otwarciu ślinianki pracują jeszcze intensywniej: widzimy mięciutkie, puszyste lody (nie twardy ubity kamień) z mnóstwem kawałeczków, są zarówno brownie, czekolada jak i maliny. Na duży plus zasługuje przewaga ilości lodów waniliowych nad czekoladowymi, równoważy to obfitą ilość czekoladowych kawałeczków. 

Już po pierwszej łyżeczce zakochuję się. Pyszne lody, bez sztucznego smaku, można wyczuć nawet tę miłą waniliową nutkę. Potem jest już tylko lepiej: mięciutkie, mocno czekoladowe kawałeczki brownie, słodziutka czekolada Milka. Cała ta słodycz jest idealnie dopełniona przez lekko (ale tylko troszkę) kwaskowate maliny. Przy każdym nabraniu porcji na łyżeczce znajduje się wszystko- nie trzeba więc grzebać i paprać lodów by wyłowić smaczne kawałki; w tej kwestii nie ma się do czego przyczepić, obawiałam się "skąpstwa" co do ilości dodatków ale zostałam mile zaskoczona.
Milka Brownie & Berry to dla mnie strzał w dziesiątkę. Jedyny minus jaki znalazłam to fakt, że nietrudno o zapomnienie i zjedzenie za dużo, przesłodzenie gwarantowane; myślę, że tak duża dawka cukru dałaby radę nawet najtwardszym słodyczocholikom. Ale pomimo obrzydzenia do słodkiego przez kolejne dwa dni, uważam, że naprawdę warto (jeśli potrafimy zajadać lody z umiarem a w tym przypadku naprawdę trudno jest się oprzeć :) )
9,5/10
A Wy? Próbowaliście? A może moje wypociny choć trochę przekonały Was do zapolowania na nie? Dajcie znać co myślicie w komentarzach.